Blog > Komentarze do wpisu
Słowo na niedzielę

To tytuł roboczy, bo wszyscy dziennikarze, którzy w ramach akcji „Mój kawałek Europy” wyjechali do 21 miast, mieli odwiedzić kościoły.

W moim przypadku odwiedzenie kościoła opłaciło się co najmniej podwójnie

W Aarhus właśnie w kościele nawiązałem pierwsze bardzo ważne kontakty. I było to bardzo łatwe, bo zaczepiła mnie Ania, która tam mieszka i moje zdjęcie widziała chyba na portalu gazeta.pl.

Wracając do kościoła.

Spora niespodzianka czekała na mnie już w sobotę, gdy około godz. 16 włączyłem hotelowy telewizor na kanał drugi duńskiej telewizji i tam zobaczyłem zdjęcia z Aarhus Domkirke, protestanckiej katedry w Aarhus. Przez kilkanaście minut na ekranie pastor opowiadał o symbolice komunii świętej, w czym pomagała mu kobieta-kapłan. Całość uświetnił występ chóru.

Jeszcze nie ochłonąłem, a program się skończył i zaczął następny - losowanie totolotka. Myślę, że takie zestawienie w TVP jest nie prawdopodobne.

Tak przygotowany w niedzielę około godz. 11 poszedłem na nabożeństwo do Aarhus Domkirke. Jest on reklamowany jako najwspanialszy zabytek miasta i rzeczywiście kościół pochodzący z XIII wieku robi imponujące wrażenie. To najdłuższy kościół w Danii, ma 93 metry długości.

Przy wejściu regał ze śpiewnikami, w środku tablice z numerami stron w śpiewniku. Nabożeństwo prowadzi kobieta.

Ale wiernych jest najwyżej 50 osób i niemal giną w potężnym kościele.  - Protestanci nie mają obowiązku uczestniczyć w niedzielnych nabożeństwach. Niedawno byłem w Norwegii i tam sytuacja była bardzo podobna - tłumaczy mi znajomy ksiądz.

Po nabożeństwie w Aarhus Domkirke, pastor i kobieta kapłan, znani z telewizji, żegnają się przy drzwiach z wiernymi.

Potem dla odmiany idę do Den Katolske Kirke, kościoła katolickiego. Przed kościołem wisi tablica z informacją, kiedy odprawiana jest msza, m.in. po wietnamsku i polsku. Msza po polsku jest dwa razy w miesiącu. Odprawia ją ksiądz Herbert Krawczyk, który w Aarhus pracuje od 1976 roku. Przy wejściu oczywiście też leżą śpiewniki, ale po polsku. Mnie bardziej zaskakuje ustawienie ołtarza i ambony na środku świątyni. Krzesła stoją wokół. Na mszy ze 200 osób. Ksiądz Krawczyk podczas kazania mówi m.in. że Polacy bardzo nie szanują swojego języka ojczystego. - Czasem aż uszy więdną, gdy przechodzę ulicą - mówi.

Podczas ogłoszeń ksiądz zaprasza wiernych na kawę, mówi o spotkaniach parafialnych, a po mszy żegna parafian w drzwiach kościoła. - Taki jest zwyczaj we wszystkich kościołach katolickich. Jesteśmy tu kościołem mniejszościowy, bo 90 procent mieszkańców Danii to protestanci, a katolików jest tylko 40 tys. Więc możemy łatwo się spotkać, bo pożegnanie w polskim kościele, gdzie jest i tysiąc wiernych byłoby trudne - mówi ksiądz Krawczyk. Podobnego zdania jest ojciec Grzegorz Marszałkowski, proboszcz i gwardian Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Kielcach. - To wyraźne nawiązanie do tradycji protestanckiej. U nas pożegnanie przy wyjściu trwałoby bardzo długo. Niedzielny rosół zdążyłby wystygnąć - mówi ojciec Grzegorz Marszałkowski,

Ksiądz Krawczyk podkreśla jednak, że teraz na msze po polsku przychodzi więcej osób. - Kiedyś było po 150 osób, teraz 200. To dlatego, że bardzo dużo osób przyjeżdża tu do pracy. Duńczycy bardzo cenią np. polskich budowlańców, - mówi ks. Krawczyk.

Ciekawa jest historia aranżacji wnętrza kościoła w Aarhus. Wprowadzono ją kilka lata temu i miała służyć przybliżeniu wiernych do ołtarza i kościoła.
piątek, 16 listopada 2007, marcin.sztandera